Jedziemy na wczasy
I cóż, nastąpił ten moment. Jest koniec sierpnia i ja jak zwykle zapadam w głęboka zadumę. Co na to tak wpływa, że co roku o tej porze dopada mnie chandra i nie mam ochoty na nic?
Tak jest każdego roku. Borykam się z tym problem od wielu już lat. Jakoś tak jak już się zacznie sierpień i zbliża się jego końcówka, to wiem ,że coś się kończy i odchodzi. Wiem, że to syndrom niechęci powrotu do pracy. Całe wakacje spędzam nad morzem (najlepsze miejsce na świecie to Pobierowo ), wyleguję się godzinami na plaży i jem prażona kukurydzę lub piję chłodzące drinki egzotyczne. Właściwie nie zajmuję się niczym szczególnie. Jedyną mój a pracą podczas wakacji jest zrobienie przetworów na zimę, a są to: konfitury z malin, które zimą przydają się na przeziębienia, do herbaty czy kaszy manny, powidła śliwkowe, przeciery pomidorowe, kompoty z jabłek i gruszek, ogórki kiszone, które potem służą do kanapek czy koreczków na karnawałowe przyjęcia. Z tym kojarzy mi się koniec lata. Z robieniem przetworów na zimę. Bardzo lubię ten czas. W powietrzu pachnie koszoną trawą i dobiegającymi końca żniwami. Gdzieniegdzie już zawitało babie lato i dzieci idą już do szkoły (zawsze słyszę ich gwar bo mieszkam zaledwie kilkaset metrów od szkoły podstawowej).
Mimo, że lato dobiega końca, to ja się cieszę. Słońce dało mi ogrom energii, zatem mogę pełna parą rozpocząć ostatni kwartał tego roku 2008. ten rok nie był zbyt intensywny, jeśli chodzi o pracę i moje zaangażowanie w sprawy zawodowe. Szło bo szło jakoś z dnia na dzień. Melancholia już mnie chyba dopadała także przed rozpoczęciem wakacji, bo nie wiedziałam gdzie pojechać na wczasy, czy starczy mi pieniędzy na wymarzone Pobierowo domki .
Teraz siedzę i piszę ten artykuł i już myślę o następnych wakacjach. Na pewno będą także udane jak poprzednie.